Prolog
Marco mieszkał w Dortumndzie.Miasto jak każe inne,dla niego nie różniło się niczym.Oprócz tego,że była tu jego ukochana drużyna.Piłka dla której poświęcał wszystko.
W tym mieście również dużo stracił.Narzeczona go zostawiła,najlepszy przyjaciel odszedł do innego klubu.Nie wie sam co ma ze sobą zrobić.Plącze się po mieście i szuka przygód,ale nie...nie takich.Nie chce panny na jedną noc.Lubi wdawać się w bójki.Klub zagroził,że jeszcze jedna bójka i go wywalą,ale jak ma nie stanąć w obronie bezbronnej dziewczyny albo nawet i chłopaka?Jest silny,chcę pomagać tylko sam do końca nie wie jak.
-Co za syf-kopnął stertę ciuchów leżących na podłodze.Dobrze,że dziś przychodzi sprzątaczka.Swoją drogą bał się jej zostawić samej.Jest nowa.Pani Jadzia która pochodziła z Polski przeszła na emeryturę.Uwielbiał ją.Była dla niego jak babcia,umiała doradzić,ale czasem i porządnie opieprzyć.Zarekomendowała swoją wnuczkę.Podobno pilnie szuka jakiejkolwiek pracy.Dziwne to,ale zgodził się.W końcu jej ufał.Ktoś zapukał do drzwi,odruchowo spojrzał na zegarek.Tak,była 14 to o tej porze miała przyjść.
-Dzień dobry.Ania jestem-przedstawiła się wyciągając do blondyna rękę.Zilustrował ją.Nie wyglądała na sprzątaczkę.Fakt,ciuchy może nie były markowe,ale te dłonie takie gładkie...Coś jest nie tak,a może on sam jest za bardzo podejrzliwy...
-Cześć.Ja jestem Marco i...-zawahał się-nie sądziłem,że przyjdzie taka młoda dziewczyna stąd moje zakłopotanie...twoją babcie znałem bardzo długo...Czasami łapałem się na tym,że sam do niej mówiłem "babciu" jest cudowna.
-Tak to prawdziwy skarb-mruknęła uśmiechnięta.
-Kawy?Herbaty?-zapytał jakby nie wiedząc od czego zacząć.
-Przyszłam tutaj sprzątać,a nie pić herbatę-zwróciła uwagę blondynowi.
-A no tak...-mruknął znów zakłopotany.Kiedy ostatnio tak się wstydził przy jakiejkolwiek dziewczynie?Tego akurat nie pamięta.Zawsze był pewny siebie i arogancki,a dzisiaj....-Dobrze więc trzeba posprzątać salon,kuchnie no i moją sypialnię,a i jeśli mogę prosić o ugoto...
-Babcia mówiła,żeby panu ugotować to co jest na karteczce na stole-uśmiechnęła się do niego delikatnie.Subtelnie?Blondyn zgłupiał...
-Tak właśnie...to ja pójdę już na trening-wydukał i jak najszybciej opuścił dom jakby czując ulgę...
Wrócił po dwóch godzinach.Wiedział,że ją tam zastanie...Nie zdążyła na pewno posprzątać w tak krótkim czasie.Uchylił drzwi...Wziął głęboki oddech i usłyszał jej śpiew...Ślicznie śpiewała,delikatnie ale zarazem z pazurem.
-Wow-mruknął klaskając w dłonie.Oparty był o futrynę prowadzącą do salonu-ładnie
-Dziękuje.Już kończę-nie była zakłopotana...to dziwne...dziewczyny zazwyczaj się rumienią na komplement.
-Skoro tak śpiewasz to czemu sprzątasz?Nie powinnaś rozwijać się wokalnie?-zaatakował
-Skoro chcę się rozwijać wokalnie muszę zarobić pieniądze-mruknęła-pierwszy milion trzeba zainwestować no nie?-zaśmiała się
-Sprytnie...chcesz sama zapracować na sukces,ale ja mogę ci w tym pomóc.
-O nie nie nie.Przez łóżko do kariery.Dziękuje bardzo.
-Jakie łóżko-zaśmiał się głośno-Ana ja nie chce ciebie...to znaczy nie w tym sensie.Pomogę ci nagrać płytę,zapłacę za to w zamian oczekuje promowania mnie w każdym teledysku tej płyty...-odłożyła wiadro z mopem do schowka i zaśmiała się.
-I ja mam uwierzyć?U nas w Polsce nic nie ma za darmo...
-Ale jestem w Niemczech w Dortumndzie dokładnie,a jeszcze bardziej precyzyjnie w domu sławnego piłkarza.
-Co z tobą jest nie tak?
-Nic...lubię pomagać-zaśmiał się-wchodzisz w to?
-Nie wiem....Będę śpiewać po polsku?
-Będziesz...
-Okej...-mruknęła zadowolona...
W tym mieście również dużo stracił.Narzeczona go zostawiła,najlepszy przyjaciel odszedł do innego klubu.Nie wie sam co ma ze sobą zrobić.Plącze się po mieście i szuka przygód,ale nie...nie takich.Nie chce panny na jedną noc.Lubi wdawać się w bójki.Klub zagroził,że jeszcze jedna bójka i go wywalą,ale jak ma nie stanąć w obronie bezbronnej dziewczyny albo nawet i chłopaka?Jest silny,chcę pomagać tylko sam do końca nie wie jak.
-Co za syf-kopnął stertę ciuchów leżących na podłodze.Dobrze,że dziś przychodzi sprzątaczka.Swoją drogą bał się jej zostawić samej.Jest nowa.Pani Jadzia która pochodziła z Polski przeszła na emeryturę.Uwielbiał ją.Była dla niego jak babcia,umiała doradzić,ale czasem i porządnie opieprzyć.Zarekomendowała swoją wnuczkę.Podobno pilnie szuka jakiejkolwiek pracy.Dziwne to,ale zgodził się.W końcu jej ufał.Ktoś zapukał do drzwi,odruchowo spojrzał na zegarek.Tak,była 14 to o tej porze miała przyjść.
-Dzień dobry.Ania jestem-przedstawiła się wyciągając do blondyna rękę.Zilustrował ją.Nie wyglądała na sprzątaczkę.Fakt,ciuchy może nie były markowe,ale te dłonie takie gładkie...Coś jest nie tak,a może on sam jest za bardzo podejrzliwy...
-Cześć.Ja jestem Marco i...-zawahał się-nie sądziłem,że przyjdzie taka młoda dziewczyna stąd moje zakłopotanie...twoją babcie znałem bardzo długo...Czasami łapałem się na tym,że sam do niej mówiłem "babciu" jest cudowna.
-Tak to prawdziwy skarb-mruknęła uśmiechnięta.
-Kawy?Herbaty?-zapytał jakby nie wiedząc od czego zacząć.
-Przyszłam tutaj sprzątać,a nie pić herbatę-zwróciła uwagę blondynowi.
-A no tak...-mruknął znów zakłopotany.Kiedy ostatnio tak się wstydził przy jakiejkolwiek dziewczynie?Tego akurat nie pamięta.Zawsze był pewny siebie i arogancki,a dzisiaj....-Dobrze więc trzeba posprzątać salon,kuchnie no i moją sypialnię,a i jeśli mogę prosić o ugoto...
-Babcia mówiła,żeby panu ugotować to co jest na karteczce na stole-uśmiechnęła się do niego delikatnie.Subtelnie?Blondyn zgłupiał...
-Tak właśnie...to ja pójdę już na trening-wydukał i jak najszybciej opuścił dom jakby czując ulgę...
Wrócił po dwóch godzinach.Wiedział,że ją tam zastanie...Nie zdążyła na pewno posprzątać w tak krótkim czasie.Uchylił drzwi...Wziął głęboki oddech i usłyszał jej śpiew...Ślicznie śpiewała,delikatnie ale zarazem z pazurem.
-Wow-mruknął klaskając w dłonie.Oparty był o futrynę prowadzącą do salonu-ładnie
-Dziękuje.Już kończę-nie była zakłopotana...to dziwne...dziewczyny zazwyczaj się rumienią na komplement.
-Skoro tak śpiewasz to czemu sprzątasz?Nie powinnaś rozwijać się wokalnie?-zaatakował
-Skoro chcę się rozwijać wokalnie muszę zarobić pieniądze-mruknęła-pierwszy milion trzeba zainwestować no nie?-zaśmiała się
-Sprytnie...chcesz sama zapracować na sukces,ale ja mogę ci w tym pomóc.
-O nie nie nie.Przez łóżko do kariery.Dziękuje bardzo.
-Jakie łóżko-zaśmiał się głośno-Ana ja nie chce ciebie...to znaczy nie w tym sensie.Pomogę ci nagrać płytę,zapłacę za to w zamian oczekuje promowania mnie w każdym teledysku tej płyty...-odłożyła wiadro z mopem do schowka i zaśmiała się.
-I ja mam uwierzyć?U nas w Polsce nic nie ma za darmo...
-Ale jestem w Niemczech w Dortumndzie dokładnie,a jeszcze bardziej precyzyjnie w domu sławnego piłkarza.
-Co z tobą jest nie tak?
-Nic...lubię pomagać-zaśmiał się-wchodzisz w to?
-Nie wiem....Będę śpiewać po polsku?
-Będziesz...
-Okej...-mruknęła zadowolona...

Już sobie wyobrażam Marco w teledyskach o miłości <333
OdpowiedzUsuńOjej *.*
Czekam na kolejny :)
Pozdrawiam ;)