Rozdział 8
Choć udało mu się wybrnąć z niezręcznego tematu to ciągle o tym myślał.Z jednej strony są z Aną małżeństwem,ale z drugiej są młodzi i każde z nich chcę się realizować w swojej dziedzinie.Nigdy nie nalegał na maleństwo.Owszem czasem zdarzało mu się coś powiedzieć na temat dzieci,ale to było jedno zdanie które i tak szybko znikało z tablicy głównych tematów.
Siadł obok Sary,mała dziewczynka bazgrała po wielkiej kartce papieru którą kilka godzin wcześniej kupił wraz z Aną.Widział,że jego żona też się świetnie bawi,przez chwilę szaleńczo zapragnął dziecka...tylko czy ona tego chcę?
-Marco co tak siedzisz,pomóż nam!-zaśmiała się jego żona.Szybko wyrwał się z natłoku myśli i chwycił za pędzel,energicznie zaczął mazać powtarzając przy tym czynności Sary.
Czas spędzony z tą istotą utwierdził go w przekonaniu,ze najważniejsza w życiu jest rodzina.Odruchowo spojrzał na zegarek.Była już 22 i choć mała była zafascynowana zabawą wraz z Aną postanowili ją uśpić i to nie należało do łatwych.Marco sięgnął po książkę,jedyną jaką miał dla dzieci i zaczął czytać.Kiedy po dwóch stronach zauważył,że dziewczynka w końcu zasnęła przykrył ją i sam nie wiadomo w którym momencie zamknął oczy zapadając w głęboki sen.
Doskonale wiedziała jak ten dzień się skończy.Marco będzie chciał z nią porozmawiać o dzieciach,miała tylko nadzieję,że się nie pokłócą,ona przecież chcę wrócić na scenę,a nie latać z wózkiem po parku.Choć z drugiej strony miała 24 lata,a Marco 27,kiedy tak na prawdę zamierzali zostać rodzicami?Choć oboje się dobrze czują w tym co jest aktualnie to nie chcą jako dziadkowie latać na wywiadówki.
-Jestem-mruknął półprzytomny blondyn wchodząc do salonu-trochę mi się przysnęło.
-Widzę właśnie-zachichotała dziewczyna-to źle o tobie mówi panie Reusie.
-Co pani Reus ma na myśli?-dopytywał
-To,że jesteś niezłym śpiochem-znów zaczęła się śmiać,blondyn z roztrzepaną fryzurą i półprzytomnym wzrokiem wydawał się taki słodki.Nie był tym Marco który na boisku gra twardego zawodnika,był zwykłym chłopakiem który przed swoją żoną niczego nie ukryje,a nawet nie ma zamiaru.
-Głodny jestem-mruknął-pamiętasz kiedyś jak twoja babcia robiła takie ciasto nadziewane serem?
-Pierogi?-zaśmiała się brunetka z tłumaczenia piłkarza.
-Tak!To na to mam ochotę,umiesz to robić?-spojrzał na nią błagalnie
-Jutro zrobię,obiecuje-pocałowała go w czoło.
-Wiesz dużo myślałem,widziałem jak bawisz się z Sarą-mruknął.Dziewczyna zdała sobie sprawę o co jemu chodzi.Tak jak myślała,dzisiaj ten temat w domu będzie górował.Nie miała ochoty rozmawiać,ale tym bardziej nie chciała od tego uciekać.-byłaś taka zafascynowana i widziałem jaką radość tobie to sprawia...pomyślałem,że może chcesz się postarać o dziecko?Wiesz zawsze się zabezpieczaliśmy,ale jesteśmy małżeństwem i...ja zarabiam dużo...ty też przecież mogłabyś się rozwijać,nigdy cię o to nie pytałem,ale jeśli chcesz mieć ze mną dziecko to ja jestem pewien,że z tobą też chcę mieć brzdąca-mruknął.Dziewczynie włączyły się wyrzuty sumienia,Marco mówił wszystko tak jakby na prawdę zależało mu na dziecku,jednak dziewczyna nie zamierzała owijać w bawełnę,wolała wszystko powiedzieć od razu niż później kłócić się o niedomówienia.
-Marco...-delikatnie pogłaskała go po policzku-jeszcze nie teraz.Owszem chcę mieć dziecko z tobą,ale nie pomyślałeś o tym,żeby jeszcze co najmniej dwa lata poczekać?
-A co jeśli to będzie szczyt twojej kariery i powiesz mi,że nie będziesz miała czasu na dziecko?Ty jesteś jeszcze młoda to fakt,ale ja?Nie zrozum mnie źle,ale nie chcę chodzić na wywiadówki jak dziadek.Mam 27 lat.Nie naciskam,chciałbym żebyś to przemyślała,a przede wszystkim żebyś ty chciała tego dziecka-pocałował mnie w czoło-pójdę zrobić kolację,masz na coś ochotę?
-Przepraszam Marco o tej porze już nic nie zjem-uśmiechnęła się do niego współczująco.Blondyn zniknął za drzwiami,a dziewczyna prawie się popłakała.Reus nigdy nie mówił o dzieciach,owszem wiedziała,że on kocha dzieci,ale nigdy nie było mowy o powiększeniu rodziny.Tą rozmową zszokował ją totalnie.Wstała i poszła za nim do kuchni.Chłopak robił sobie właśnie kolacje.Usiadła na blacie na przeciwko niego.
-Kocham cię-powiedziała jakby chcąc złagodzić wszystko co działo się między nimi.Blondyn uśmiechnął się do dziewczyny.Ana wciąż się łapała na tym,że pod wpływem jego uśmiechu nogi robiły jej się jak z waty.
-Ja ciebie też-odłożył nóż którym wcześniej kroił warzywa i pocałował ją subtelnie w usta.
-Dzisiaj będę spała z Sarą,wiesz jest w nowym miejscu nie chcę żeby rano się przestraszyła.
-Jasne...czy po tej rozmowie...wiesz?
-Pytasz czy boję się z tobą spać?-zdziwiła się-och oczywiście,że nie,ale jak chcesz ty możesz spać z nami,wiesz mięśniak do przytulenia zawsze mi się przyda-zaśmiała się niepewnie,spojrzała na piłkarza który znowu obdarował ją tym ciepłym uśmiechem...
___________________________
Za opóźnienie przepraszam.wszystkie komentarze na zaległych blogach postaram się nadrobić do końca tygodnia.
Siadł obok Sary,mała dziewczynka bazgrała po wielkiej kartce papieru którą kilka godzin wcześniej kupił wraz z Aną.Widział,że jego żona też się świetnie bawi,przez chwilę szaleńczo zapragnął dziecka...tylko czy ona tego chcę?
-Marco co tak siedzisz,pomóż nam!-zaśmiała się jego żona.Szybko wyrwał się z natłoku myśli i chwycił za pędzel,energicznie zaczął mazać powtarzając przy tym czynności Sary.
Czas spędzony z tą istotą utwierdził go w przekonaniu,ze najważniejsza w życiu jest rodzina.Odruchowo spojrzał na zegarek.Była już 22 i choć mała była zafascynowana zabawą wraz z Aną postanowili ją uśpić i to nie należało do łatwych.Marco sięgnął po książkę,jedyną jaką miał dla dzieci i zaczął czytać.Kiedy po dwóch stronach zauważył,że dziewczynka w końcu zasnęła przykrył ją i sam nie wiadomo w którym momencie zamknął oczy zapadając w głęboki sen.
Doskonale wiedziała jak ten dzień się skończy.Marco będzie chciał z nią porozmawiać o dzieciach,miała tylko nadzieję,że się nie pokłócą,ona przecież chcę wrócić na scenę,a nie latać z wózkiem po parku.Choć z drugiej strony miała 24 lata,a Marco 27,kiedy tak na prawdę zamierzali zostać rodzicami?Choć oboje się dobrze czują w tym co jest aktualnie to nie chcą jako dziadkowie latać na wywiadówki.
-Jestem-mruknął półprzytomny blondyn wchodząc do salonu-trochę mi się przysnęło.
-Widzę właśnie-zachichotała dziewczyna-to źle o tobie mówi panie Reusie.
-Co pani Reus ma na myśli?-dopytywał
-To,że jesteś niezłym śpiochem-znów zaczęła się śmiać,blondyn z roztrzepaną fryzurą i półprzytomnym wzrokiem wydawał się taki słodki.Nie był tym Marco który na boisku gra twardego zawodnika,był zwykłym chłopakiem który przed swoją żoną niczego nie ukryje,a nawet nie ma zamiaru.
-Głodny jestem-mruknął-pamiętasz kiedyś jak twoja babcia robiła takie ciasto nadziewane serem?
-Pierogi?-zaśmiała się brunetka z tłumaczenia piłkarza.
-Tak!To na to mam ochotę,umiesz to robić?-spojrzał na nią błagalnie
-Jutro zrobię,obiecuje-pocałowała go w czoło.
-Wiesz dużo myślałem,widziałem jak bawisz się z Sarą-mruknął.Dziewczyna zdała sobie sprawę o co jemu chodzi.Tak jak myślała,dzisiaj ten temat w domu będzie górował.Nie miała ochoty rozmawiać,ale tym bardziej nie chciała od tego uciekać.-byłaś taka zafascynowana i widziałem jaką radość tobie to sprawia...pomyślałem,że może chcesz się postarać o dziecko?Wiesz zawsze się zabezpieczaliśmy,ale jesteśmy małżeństwem i...ja zarabiam dużo...ty też przecież mogłabyś się rozwijać,nigdy cię o to nie pytałem,ale jeśli chcesz mieć ze mną dziecko to ja jestem pewien,że z tobą też chcę mieć brzdąca-mruknął.Dziewczynie włączyły się wyrzuty sumienia,Marco mówił wszystko tak jakby na prawdę zależało mu na dziecku,jednak dziewczyna nie zamierzała owijać w bawełnę,wolała wszystko powiedzieć od razu niż później kłócić się o niedomówienia.
-Marco...-delikatnie pogłaskała go po policzku-jeszcze nie teraz.Owszem chcę mieć dziecko z tobą,ale nie pomyślałeś o tym,żeby jeszcze co najmniej dwa lata poczekać?
-A co jeśli to będzie szczyt twojej kariery i powiesz mi,że nie będziesz miała czasu na dziecko?Ty jesteś jeszcze młoda to fakt,ale ja?Nie zrozum mnie źle,ale nie chcę chodzić na wywiadówki jak dziadek.Mam 27 lat.Nie naciskam,chciałbym żebyś to przemyślała,a przede wszystkim żebyś ty chciała tego dziecka-pocałował mnie w czoło-pójdę zrobić kolację,masz na coś ochotę?
-Przepraszam Marco o tej porze już nic nie zjem-uśmiechnęła się do niego współczująco.Blondyn zniknął za drzwiami,a dziewczyna prawie się popłakała.Reus nigdy nie mówił o dzieciach,owszem wiedziała,że on kocha dzieci,ale nigdy nie było mowy o powiększeniu rodziny.Tą rozmową zszokował ją totalnie.Wstała i poszła za nim do kuchni.Chłopak robił sobie właśnie kolacje.Usiadła na blacie na przeciwko niego.
-Kocham cię-powiedziała jakby chcąc złagodzić wszystko co działo się między nimi.Blondyn uśmiechnął się do dziewczyny.Ana wciąż się łapała na tym,że pod wpływem jego uśmiechu nogi robiły jej się jak z waty.
-Ja ciebie też-odłożył nóż którym wcześniej kroił warzywa i pocałował ją subtelnie w usta.
-Dzisiaj będę spała z Sarą,wiesz jest w nowym miejscu nie chcę żeby rano się przestraszyła.
-Jasne...czy po tej rozmowie...wiesz?
-Pytasz czy boję się z tobą spać?-zdziwiła się-och oczywiście,że nie,ale jak chcesz ty możesz spać z nami,wiesz mięśniak do przytulenia zawsze mi się przyda-zaśmiała się niepewnie,spojrzała na piłkarza który znowu obdarował ją tym ciepłym uśmiechem...
___________________________
Za opóźnienie przepraszam.wszystkie komentarze na zaległych blogach postaram się nadrobić do końca tygodnia.

Nadrobiłam :D
OdpowiedzUsuńNie dziwi mnie, że Marco chce zostać tatusiem. Ania chciałaby się rozwijać, ale to jednak rodzina jest najważniejsza.
Na pierogi ma ochotę? Kurde XD Ja teraz też mam xDD
Pozdrawiam i w wolnej chwili zapraszam do mnie <3