Rozdział 4
Siedział przy stole w małym mieszkaniu w centrum dortmundu.Czuł jak świat wiruje mu w głowie,ale w końcu miał urodziny,musiał trochę wypić a tym bardziej odreagować całą sytuacje.
-Proszę herbata z cytryną powinna ci nieco otrzeźwić-brunetka podała mu parujący kubek
-Gorące-syknął kiedy bezceremonialnie przyłożył kubek do ust.
-Zimne nie będzie-odburknęła oschle-Położysz się u mnie,a ja się prześpię tutaj,rano chyba będziemy musieli porozmawiać,ale to jak dojdziesz całkowicie to siebie.
-Jesteśmy małżeństwem Ana.Możemy spać razem przecież to nie zbrodnia.
-Pij bo wystygnie-mruknęła omijając temat.
Ranek przyszedł bardzo szybko.I również bliskie spotkanie ze skutkami wczorajszego wieczoru okazało się być tak bolesne dla blondyna,że nie miał siły nawet podnieść głowy.Pamiętał co robił.Wiedział,że jest u niej w domu również był świadomy po co tutaj przyszedł.
Szybko opuścił pokój,zauważył przy drzwiach wyjściowych kilka walizek.To znaczy,ze Ana znów wprowadza się do niego?Nie mógł powstrzymać radości jaka go ogarnęła.W kuchni była tylko ona.Szybko podszedł do niej i bezceremonialnie podniósł ją całując jednocześnie w czoło.
-Nawet nie wiesz jak cię kocham i cieszę się,że wracasz do mnie-uśmiech nie schodził mu z twarzy.
-O czym ty mówisz?Puść mnie-czy on zgłupiał?przecież tych walizek nie było wczoraj w nocy...
-Walizki...myślałem,że zmieniłaś zdanie i wrócisz
-Jadę do Polski,mam kilka spraw do załatwienia-podała mu talerz z gorącą jajecznicą
-Kiedy wracasz?
-Przesłuchanie?
-Nie,przepraszam.
-Jadę na kilka dni,później tutaj wracam i skupiam się na nagrywaniu.
-A jeśli ja zmieniłbym zdanie i chciał być z tobą pomimo tego,że będziesz gwiazdą?
-A zgodzisz się?-jej głos brzmiał tak bardzo dobitnie.Była stanowcza i pewna siebie.
-Pójdę już-wstał od wielkiego stołu i ruszył do wyjścia.Po cichu liczył,że dziewczyna go zatrzyma chociaż na chwilę żeby go pocałować-a zapomniałem-wrócił i położył złotą obrączkę na stół-ja ją nadal noszę,a ty zaczniesz?...
Wyszedł.Kamień spadł jej z serca,ale nie chodziło o to,że jego obecność działa na nią jak płachta na byka.Wręcz przeciwnie.Czuła się przy nim spokojna i bezpieczna.Tylko...czy on umiał zaakceptować to co on chcę robić?Chyba jeszcze nie dojrzał.Właściwie sama nie wie czego się spodziewała,że wstanie rano i od razu powie,że on zrobi dla niej wszystko?Dla obojga jest to trudna sytuacja.Małżeństwo przecież polega na kompromisach,ale tutaj tego nie widać.Tylko czy ona przypadkiem nie chcę,żeby wszystko było po jej stronie?
Może po prostu będzie koncertować tylko w Dortumndzie albo zobaczyć terminarz meczów Borussii i uzgadniać sobie wyjazdy wtedy kiedy i on je będzie miał.Trudne to wszystko,ale postanowiła wsunąć obrączkę znów na palec....
Błąkał się po Dortmundzie.Wcale nie miał ochoty wracać do domu.Pustka i cisza były nie do zniesienia.Sam nie wiedział co ma zrobić...Miał mętlik w głowie.Spędzanie czasu z Aną zawsze przyprawiało go o uśmiech,ale teraz...Nie mógł sobie wyobrazić jak będzie wyglądać ich życie.Ana będzie gwiazdą,tyle wiedział...Czuł się coraz bardziej bezsilny,nie wiedział,że przez kobietę można tak cierpieć...
-Cholera-powiedział pod nosem.Był w parku i właściwie nikogo nie było toteż zdziwił się jak odezwał się do niego kobiecy głos..
-Mogę jakoś pomóc?-spojrzał w górę.Brunetka z długimi nogami uśmiechała się do niego niepewnie.
-Nie dziękuje,poradzę sobie-mruknął nie zadowolony.Nie chciał żeby paparazzi zrobili przypadkowe zdjęcie i rozpętali burzę.
-Nie chcę się narzucać,ale ja pana znam-zachichotała-no może nie do końca znam,ale kojarzę,a no nie przedstawiłam się.Marysia Piszczek jestem.
-Piszczek?-zapytałem niepewnie spoglądając dziewczynę.Łukasz nigdy nie mówił,że ma siostrę.
-Jestem kuzynką Łukasza,a zapytałam się czy coś się stało tylko i wyłącznie dlatego...-zacięła się-niechcący słyszałam rozmowę Ewy i Łukasza i wiem,że masz problem...to znaczy kłopot.
-Nie chcę o tym gadać-wstał i ominął dziewczynę.Świetnie może zaraz cały dortmund będzie wiedział o jego problemach...
Ciągle do niej ktoś wydzwaniał.Piszczek,Aubameyang,nawet trener.Wszyscy mówili to samo.
"Martwię się o Marco."Co ja niby miałam z tym wspólnego?Fakt jest moim mężem,ale przecież nie mogę go pilnować...Im dłużej to ciągnę tym bardziej zastanawiam się czy to co jest między nami ma jakikolwiek sens...Blondyn przecież nie ustąpi,a jeśli już to zrobi to będzie dusił się w tym wszystkim tak jak ona...Nie chciała widzieć go smutnego i zmartwionego więc udawała,że wszystko jest okej.
-Martwisz się o niego prawda?-zapytała babcia lustrując mnie dokładnie.
-Widziałaś jak on wyglądał-spojrzałam na nią niepewnie-jak wrak człowieka.I nie babciu,to nie był tylko kac...
-Wnuniu pójdź do niego...Pomóż mu,przecież on nic takiego nie zrobił,a najwidoczniej wszystko zrozumiał,wiem że na początku będzie wam trudno,ale nie umiecie bez siebie żyć i moim zdaniem zamiast tu ze mną rozmawiać powinnaś zadzwonić do niego...
-Od przyjaciół nie odbiera to myślisz,że ode mnie odbierze-zaśmiała się ironicznie.
-Ty jesteś jego żoną...
-Gdyby to wszystko było takie proste...
-Zadzwoń-nalegała tak bardzo aż dziewczyna ustąpiła i sięgnęła po telefon.Wybrała numer Marco i po kilku sygnałach chłopak odezwał się.
-Cześć dzwonie ponieważ koledzy się o ciebie martwili,chciałam zapytać czy wszystko w porządku?
-Ana...bez ciebie nigdy nie będzie w porządku,zrozumiałem swój błąd,ale na litość przestań mnie już tym torturować i wróć wreszcie do mnie-odpowiedział jej błagalnym głosem...
-Nie wiem Marco...Jadę jutro do Polski i nie chcę na razie o tym myśleć.Cieszę się,że wszystko w porządku.Cześć-szybko się rozłączyła.Usłyszała jeszcze głuche "Ana",ale nie chciała ciągnąć rozmowy która do niczego tak na prawdę nie prowadziła.Odetchnęła z ulgą.Coraz poważniej myślała o tym co się dzieję między nią a Marco...Kocha go,ale jednocześnie nie chcę się cisnąć w związku...Czy kiedykolwiek ktoś miał taki dylemat?
_________________
no i jak myślicie co dalej z nimi będzie? :D
-Proszę herbata z cytryną powinna ci nieco otrzeźwić-brunetka podała mu parujący kubek
-Gorące-syknął kiedy bezceremonialnie przyłożył kubek do ust.
-Zimne nie będzie-odburknęła oschle-Położysz się u mnie,a ja się prześpię tutaj,rano chyba będziemy musieli porozmawiać,ale to jak dojdziesz całkowicie to siebie.
-Jesteśmy małżeństwem Ana.Możemy spać razem przecież to nie zbrodnia.
-Pij bo wystygnie-mruknęła omijając temat.
Ranek przyszedł bardzo szybko.I również bliskie spotkanie ze skutkami wczorajszego wieczoru okazało się być tak bolesne dla blondyna,że nie miał siły nawet podnieść głowy.Pamiętał co robił.Wiedział,że jest u niej w domu również był świadomy po co tutaj przyszedł.
Szybko opuścił pokój,zauważył przy drzwiach wyjściowych kilka walizek.To znaczy,ze Ana znów wprowadza się do niego?Nie mógł powstrzymać radości jaka go ogarnęła.W kuchni była tylko ona.Szybko podszedł do niej i bezceremonialnie podniósł ją całując jednocześnie w czoło.
-Nawet nie wiesz jak cię kocham i cieszę się,że wracasz do mnie-uśmiech nie schodził mu z twarzy.
-O czym ty mówisz?Puść mnie-czy on zgłupiał?przecież tych walizek nie było wczoraj w nocy...
-Walizki...myślałem,że zmieniłaś zdanie i wrócisz
-Jadę do Polski,mam kilka spraw do załatwienia-podała mu talerz z gorącą jajecznicą
-Kiedy wracasz?
-Przesłuchanie?
-Nie,przepraszam.
-Jadę na kilka dni,później tutaj wracam i skupiam się na nagrywaniu.
-A jeśli ja zmieniłbym zdanie i chciał być z tobą pomimo tego,że będziesz gwiazdą?
-A zgodzisz się?-jej głos brzmiał tak bardzo dobitnie.Była stanowcza i pewna siebie.
-Pójdę już-wstał od wielkiego stołu i ruszył do wyjścia.Po cichu liczył,że dziewczyna go zatrzyma chociaż na chwilę żeby go pocałować-a zapomniałem-wrócił i położył złotą obrączkę na stół-ja ją nadal noszę,a ty zaczniesz?...
Wyszedł.Kamień spadł jej z serca,ale nie chodziło o to,że jego obecność działa na nią jak płachta na byka.Wręcz przeciwnie.Czuła się przy nim spokojna i bezpieczna.Tylko...czy on umiał zaakceptować to co on chcę robić?Chyba jeszcze nie dojrzał.Właściwie sama nie wie czego się spodziewała,że wstanie rano i od razu powie,że on zrobi dla niej wszystko?Dla obojga jest to trudna sytuacja.Małżeństwo przecież polega na kompromisach,ale tutaj tego nie widać.Tylko czy ona przypadkiem nie chcę,żeby wszystko było po jej stronie?
Może po prostu będzie koncertować tylko w Dortumndzie albo zobaczyć terminarz meczów Borussii i uzgadniać sobie wyjazdy wtedy kiedy i on je będzie miał.Trudne to wszystko,ale postanowiła wsunąć obrączkę znów na palec....
Błąkał się po Dortmundzie.Wcale nie miał ochoty wracać do domu.Pustka i cisza były nie do zniesienia.Sam nie wiedział co ma zrobić...Miał mętlik w głowie.Spędzanie czasu z Aną zawsze przyprawiało go o uśmiech,ale teraz...Nie mógł sobie wyobrazić jak będzie wyglądać ich życie.Ana będzie gwiazdą,tyle wiedział...Czuł się coraz bardziej bezsilny,nie wiedział,że przez kobietę można tak cierpieć...
-Cholera-powiedział pod nosem.Był w parku i właściwie nikogo nie było toteż zdziwił się jak odezwał się do niego kobiecy głos..
-Mogę jakoś pomóc?-spojrzał w górę.Brunetka z długimi nogami uśmiechała się do niego niepewnie.
-Nie dziękuje,poradzę sobie-mruknął nie zadowolony.Nie chciał żeby paparazzi zrobili przypadkowe zdjęcie i rozpętali burzę.
-Nie chcę się narzucać,ale ja pana znam-zachichotała-no może nie do końca znam,ale kojarzę,a no nie przedstawiłam się.Marysia Piszczek jestem.
-Piszczek?-zapytałem niepewnie spoglądając dziewczynę.Łukasz nigdy nie mówił,że ma siostrę.
-Jestem kuzynką Łukasza,a zapytałam się czy coś się stało tylko i wyłącznie dlatego...-zacięła się-niechcący słyszałam rozmowę Ewy i Łukasza i wiem,że masz problem...to znaczy kłopot.
-Nie chcę o tym gadać-wstał i ominął dziewczynę.Świetnie może zaraz cały dortmund będzie wiedział o jego problemach...
Ciągle do niej ktoś wydzwaniał.Piszczek,Aubameyang,nawet trener.Wszyscy mówili to samo.
"Martwię się o Marco."Co ja niby miałam z tym wspólnego?Fakt jest moim mężem,ale przecież nie mogę go pilnować...Im dłużej to ciągnę tym bardziej zastanawiam się czy to co jest między nami ma jakikolwiek sens...Blondyn przecież nie ustąpi,a jeśli już to zrobi to będzie dusił się w tym wszystkim tak jak ona...Nie chciała widzieć go smutnego i zmartwionego więc udawała,że wszystko jest okej.
-Martwisz się o niego prawda?-zapytała babcia lustrując mnie dokładnie.
-Widziałaś jak on wyglądał-spojrzałam na nią niepewnie-jak wrak człowieka.I nie babciu,to nie był tylko kac...
-Wnuniu pójdź do niego...Pomóż mu,przecież on nic takiego nie zrobił,a najwidoczniej wszystko zrozumiał,wiem że na początku będzie wam trudno,ale nie umiecie bez siebie żyć i moim zdaniem zamiast tu ze mną rozmawiać powinnaś zadzwonić do niego...
-Od przyjaciół nie odbiera to myślisz,że ode mnie odbierze-zaśmiała się ironicznie.
-Ty jesteś jego żoną...
-Gdyby to wszystko było takie proste...
-Zadzwoń-nalegała tak bardzo aż dziewczyna ustąpiła i sięgnęła po telefon.Wybrała numer Marco i po kilku sygnałach chłopak odezwał się.
-Cześć dzwonie ponieważ koledzy się o ciebie martwili,chciałam zapytać czy wszystko w porządku?
-Ana...bez ciebie nigdy nie będzie w porządku,zrozumiałem swój błąd,ale na litość przestań mnie już tym torturować i wróć wreszcie do mnie-odpowiedział jej błagalnym głosem...
-Nie wiem Marco...Jadę jutro do Polski i nie chcę na razie o tym myśleć.Cieszę się,że wszystko w porządku.Cześć-szybko się rozłączyła.Usłyszała jeszcze głuche "Ana",ale nie chciała ciągnąć rozmowy która do niczego tak na prawdę nie prowadziła.Odetchnęła z ulgą.Coraz poważniej myślała o tym co się dzieję między nią a Marco...Kocha go,ale jednocześnie nie chcę się cisnąć w związku...Czy kiedykolwiek ktoś miał taki dylemat?
_________________
no i jak myślicie co dalej z nimi będzie? :D


"Tylko czy ona przypadkiem nie chcę,żeby wszystko było po jej stronie?" - to zdecydowanie zdanie, którym podsumowałabym ten rozdział.
OdpowiedzUsuńFakt, w takiej sytuacji musi być im ciężko, bo jeżeli stawiają na własne szczęście, to unieszczęśliwią to drugie, ale tak jak Ana sama stwierdziła małżeństwo to kompromis, a Reus kocha ją tak bardzo, że nawet sam chce jej ustąpić.
Z pewnością by byli w stanie jakoś zorganizować czas i podzielić go na karierę oraz życie prywatne.
Mam nadzieję, że po jej powrocie z Polski to się jakoś odkręci.
Plus za dłuższy rozdział od pozostałych ;)
Weny i podrawiam ;*
Zapraszam serdecznie na 16 ;)
Usuńhttp://definition-of-destiny.blogspot.com/2016/09/16-mam-tylko-nadzieje-ze-wiesz-co-robisz.html