Rozdział 5
Wróciła do Dortmundu.Nie miała największej ochoty na rozmowę z kimkolwiek.Wytwórnia zgodziła się na jej powrót ale pod pewnymi warunkami.Miała śpiewać to co oni chcą.Ania jednak miała inny plan.Nie tak wyobrażała sobie swój powrót na scenę.Marzyło jej się wielki wejście ze swoimi piosenkami.Odkąd jest żoną Reus'a często pisała piosenki głównie o miłości.Choć z drugiej strony...czy ona chcę odkrywać wszystkie karty?Przecież doskonale wiedziała,że wszyscy zorientują się o kim jest ta piosenka...Usłyszała dzwonek do drzwi.Zdziwiła się ponieważ babcia zawsze miała klucze przy sobie.Podeszła i chwyciła za klamkę.W drzwiach stał Marco z ogromnym bukietem róż.
-Mogę?-zapytał wręczając jej bukiet.Właściwie z nim mogła porozmawiać,kochała go i doskonale wiedziała,że ją wysłucha i pocieszy.
-Jasne wejdź-wskazała gestem dłoni środek pomieszczenia-przepraszam za bałagan dosłownie kilka chwil temu wróciłam.
-I jak było?Nagrywasz nową płytę?-zapytał stojąc przy kuchennym blacie.Dziewczyna postawiła na blat wazon i w mgnieniu oka się rozpłakała.
-Co się stało?-zapytał podchodząc do niej.Poczuła jego silne ramiona.Mimo wszystko brakowało jej tego.Jego nieziemski zapach unosił się w powietrzu co niebywale dziewczynę uspokoiło.Właśnie tak na nią działa.Czuje się przy nim bezpieczna.
-Wytwórnia chcę wydać płytę,ale nie moją-odsunęła się delikatnie od ciała mężczyzny-to znaczy moją,ale oni to skomponują i napiszą teksty.Ja będę tylko śpiewać.Nie tak wyobrażałam sobie ten powrót na scenę.
-Kochanie a może warto poszukać innej wytwórni hm?-mruknął zdejmując jej kosmyk włosów z czoła.Powiedział to tak czule,że dziewczyna w jednej chwili zapragnęła być znów z nim.
-Nie chcę na razie o tym myśleć,miałam nadzieję,że to będzie prostsze-otarła łzę.Poczuła jak chłopak delikatnie złapał ją za rękę.
-Założyłaś ją-mruknął spoglądając na złoty element założony na palec dziewczyny.
-Przyzwyczaiłam się do niej,ale to nic nie zmienia Marco-mruknęła
-Rozumiem,czy mogę liczyć jeszcze na to,że kiedykolwiek zmienisz zdanie?-zauważyła,że chłopak przybiera smutną minę.Nie mogła na to patrzeć,nie chciała widzieć cierpiących ludzi,nienawidziła tego.
-Nie pytaj o to.Myślę,że najlepiej będzie jak odpoczniemy od siebie.Bez jakiegokolwiek widywania.
-Kocham cię Ana.Kocham jak się uśmiechasz,witasz ze mną ranek.Uwielbiam nawet to,że jesteś uparciuchem.Nie chcę cię stracić...Straciłem cię raz...Daj mi to naprawić.Obiecuje,że zbudujemy to na nowo i uwierz mi będzie lepiej...
-Marco proszę cię wyjdź-powiedziała cicho i niepewnie.Chciała coś jeszcze dodać,ale głos ugrzązł jej w gardle.Spojrzał na nią wzrokiem takim jakby czekał na jakieś słowo.Po chwili jednak zobaczyła jak chłopak odwraca się w stronę drzwi i opuszcza mieszkanie...
Wrócił do domu po niespełna dwóch godzinach.Gdy przeszedł próg domu usiadł na podłodze.Był tak bardzo bezradny.Łzy,choć starał się je zatrzymać,napływały mu do oczu coraz obficiej.Tęsknił za nią.Każdy dzień bez niej wydaje się pusty i choć tego nie okazuje to cierpi podwójnie.Najgorsza myśl jaka mu przychodzi do głowy to świadomość,że to on doprowadził do takiego stanu....Wstał i poszedł do salonu gdzie stała butelka whisky...postanowił wcale nie oszczędzać na alkoholu...
Po kilku trunkach sięgnął po telefon i z przymrużeniem oczu napisał krótkiego sms'a do Any.Odłożył telefon,nie chciał brać jej na litość,chciał żeby była przy nim,bez niej nic nie jest takie jak powinno być...
Leżała skulona na swoim łóżku.Ból brzucha doskwierał jej niemiłosiernie.Co miesiąc miała takie boleści i wtedy Marco przynosił jej lody i słone paluszki.Uwielbiała to połączenie słodkiego i słonego.Był taki kochany...Nawet nie próbował jej denerwować w te dni,siedział przy niej i razem oglądali komedie zaśmiewając się i choć na chwilę zapominając o bólu.A teraz?Za oknem leje,wiatr huczy w oknach,a ona leży skulona i wtulona w poduszkę na swoim łóżku.Czuła pustkę w sercu,w normalnej sytuacji pojechałaby do niego i przytuliła się jak najmocniej,ale nie to nie jest normalna sytuacja....to jest chora sytuacja...
-Wnusiu telefon ci dzwonił-babcia uchyliła delikatnie drzwi podając dziewczynie telefon.O nic nie pytała,wyszła równie szybko jak weszła.Dziewczyna niechętnie spojrzała na ekran telefonu.Sms który dostała brzmiał:
"Przepraszam...Przepraszam za wszystko,że dziś mnie przy tobie nie ma...Kocham cię"
Marco.
Uśmiechnęła się pod nosem.To był cudowna wiadomość,zawsze jej pisał,że ją kocha,nie wstydził się tego.Postanowiła i jemu umilić dzień choć mieli się ze sobą nie kontaktować,wysłała mu sms:
"Ja ciebie też bardzo kocham..."
Anna.
-Mogę?-zapytał wręczając jej bukiet.Właściwie z nim mogła porozmawiać,kochała go i doskonale wiedziała,że ją wysłucha i pocieszy.
-Jasne wejdź-wskazała gestem dłoni środek pomieszczenia-przepraszam za bałagan dosłownie kilka chwil temu wróciłam.
-I jak było?Nagrywasz nową płytę?-zapytał stojąc przy kuchennym blacie.Dziewczyna postawiła na blat wazon i w mgnieniu oka się rozpłakała.
-Co się stało?-zapytał podchodząc do niej.Poczuła jego silne ramiona.Mimo wszystko brakowało jej tego.Jego nieziemski zapach unosił się w powietrzu co niebywale dziewczynę uspokoiło.Właśnie tak na nią działa.Czuje się przy nim bezpieczna.
-Wytwórnia chcę wydać płytę,ale nie moją-odsunęła się delikatnie od ciała mężczyzny-to znaczy moją,ale oni to skomponują i napiszą teksty.Ja będę tylko śpiewać.Nie tak wyobrażałam sobie ten powrót na scenę.
-Kochanie a może warto poszukać innej wytwórni hm?-mruknął zdejmując jej kosmyk włosów z czoła.Powiedział to tak czule,że dziewczyna w jednej chwili zapragnęła być znów z nim.
-Nie chcę na razie o tym myśleć,miałam nadzieję,że to będzie prostsze-otarła łzę.Poczuła jak chłopak delikatnie złapał ją za rękę.
-Założyłaś ją-mruknął spoglądając na złoty element założony na palec dziewczyny.
-Przyzwyczaiłam się do niej,ale to nic nie zmienia Marco-mruknęła
-Rozumiem,czy mogę liczyć jeszcze na to,że kiedykolwiek zmienisz zdanie?-zauważyła,że chłopak przybiera smutną minę.Nie mogła na to patrzeć,nie chciała widzieć cierpiących ludzi,nienawidziła tego.
-Nie pytaj o to.Myślę,że najlepiej będzie jak odpoczniemy od siebie.Bez jakiegokolwiek widywania.
-Kocham cię Ana.Kocham jak się uśmiechasz,witasz ze mną ranek.Uwielbiam nawet to,że jesteś uparciuchem.Nie chcę cię stracić...Straciłem cię raz...Daj mi to naprawić.Obiecuje,że zbudujemy to na nowo i uwierz mi będzie lepiej...
-Marco proszę cię wyjdź-powiedziała cicho i niepewnie.Chciała coś jeszcze dodać,ale głos ugrzązł jej w gardle.Spojrzał na nią wzrokiem takim jakby czekał na jakieś słowo.Po chwili jednak zobaczyła jak chłopak odwraca się w stronę drzwi i opuszcza mieszkanie...
Wrócił do domu po niespełna dwóch godzinach.Gdy przeszedł próg domu usiadł na podłodze.Był tak bardzo bezradny.Łzy,choć starał się je zatrzymać,napływały mu do oczu coraz obficiej.Tęsknił za nią.Każdy dzień bez niej wydaje się pusty i choć tego nie okazuje to cierpi podwójnie.Najgorsza myśl jaka mu przychodzi do głowy to świadomość,że to on doprowadził do takiego stanu....Wstał i poszedł do salonu gdzie stała butelka whisky...postanowił wcale nie oszczędzać na alkoholu...
Po kilku trunkach sięgnął po telefon i z przymrużeniem oczu napisał krótkiego sms'a do Any.Odłożył telefon,nie chciał brać jej na litość,chciał żeby była przy nim,bez niej nic nie jest takie jak powinno być...
Leżała skulona na swoim łóżku.Ból brzucha doskwierał jej niemiłosiernie.Co miesiąc miała takie boleści i wtedy Marco przynosił jej lody i słone paluszki.Uwielbiała to połączenie słodkiego i słonego.Był taki kochany...Nawet nie próbował jej denerwować w te dni,siedział przy niej i razem oglądali komedie zaśmiewając się i choć na chwilę zapominając o bólu.A teraz?Za oknem leje,wiatr huczy w oknach,a ona leży skulona i wtulona w poduszkę na swoim łóżku.Czuła pustkę w sercu,w normalnej sytuacji pojechałaby do niego i przytuliła się jak najmocniej,ale nie to nie jest normalna sytuacja....to jest chora sytuacja...
-Wnusiu telefon ci dzwonił-babcia uchyliła delikatnie drzwi podając dziewczynie telefon.O nic nie pytała,wyszła równie szybko jak weszła.Dziewczyna niechętnie spojrzała na ekran telefonu.Sms który dostała brzmiał:
"Przepraszam...Przepraszam za wszystko,że dziś mnie przy tobie nie ma...Kocham cię"
Marco.
Uśmiechnęła się pod nosem.To był cudowna wiadomość,zawsze jej pisał,że ją kocha,nie wstydził się tego.Postanowiła i jemu umilić dzień choć mieli się ze sobą nie kontaktować,wysłała mu sms:
"Ja ciebie też bardzo kocham..."
Anna.


Naaadrobiłam kochana ♥ I zdecydowanie zostaję :D
OdpowiedzUsuńZapraszam również do mnie :D http://remember-aboutme.blogspot.com/ Zapraszam ♥
Zapraszam do siebie na podwójną dawkę nowości :)
OdpowiedzUsuń17 rozdział na: http://definition-of-destiny.blogspot.com/2016/10/17-sto-razy-bardziej-traumatyczne.html
oraz
3 rozdział na:
http://hunting--season.blogspot.com/2016/10/3-najpiekniejsza-historia-o-miosci.html
PRzepraszam za SPAM, obiecuję wrócić z komentarzem w najbliższym czasie ;)
Tak jak obiecałam, jestem.
UsuńKurcze, to niestety było do przywidzenia, że Ana za swój powrót do kariery będzie musiała zapłacić.
Niech, że ona wreszcie przygarnie tego Reusa, bo nam chłopak w alkoholizm popadnie. Kibicuje im i liczę, że ona w końcu dojdzie do jakichś wniosków. Odpisała mu tą wiadomość - to już jakiś start ;)
Czekam na kolejny.
Weny, pozdrawiam ;*