Rozdział 7

Trening był niezwykle męczący,chłopak nie miał siły nawet ręki podnieść,a obiecał przyjacielowi,że zajmie się jego córką.Nigdy nie zajmował się dziećmi.No dobrze jest wyjątek,Nico.Zajmował nim się często,ale Nico to Nico....a to jest dziewczynka.Mała,niewinna istotka z nią przecież nie pogra w piłkę...przerażała go ta wizja,cieszył się,że jest Ana która zawsze mu pomoże.
-Podrzucę wam Sarę koło 18,dobrze?-upewnił się Łukasz jakby czytając w myślach kolegi-bo jeśli to kłopot to wiesz,damy sobie spokój z tym wyjściem.
-No co ty,żaden kłopot,chętnie zajmę się tym brzdącem-zaśmiał się choć w głębi duszy wcale nie było mu do śmiechu.Zawsze wydawało mu się,że opieka nad dzieckiem to trudny temat,a co dopiero opieka nad 3-letnią dziewczynką?Zarzucił bluzę na siebie i udał się do wyjścia gdzie czekała już na niego brunetka.Dopiero teraz dostrzegł jaka ona jest piękna,jakie ma szczęście,że to właśnie na nią w swoim życiu trafił.Stała oparta o samochód blondyna.
-Zmęczony?-dobiegł go głos dziewczyny.Spojrzał na nią,miała troskliwy i delikatny wzrok.
-Trochę,ale wpakowałem nas trochę w coś głupiego...-podrapał się po głowie-bo widzisz....zaproponowałem Piszczkowi,że zajmiemy się Sarą dzisiaj wieczorem-spojrzał na nią jakby oczekiwał,że dziewczyna nakrzyczy na niego,jednak ta tylko uniosła kąciki swoich ust w uśmiechu.
-Super,Sara to świetna dziewczynka,wiesz co Marco to pojedziemy jeszcze do marketu,kupimy jakieś farby,papier,pędzle,a no i jakieś słodycze,my jako ciocia i wujek to możemy ją trochę rozpieszczać-nie wierzył...nie dość,że wcale się nie zdenerwowała to jeszcze była zadowolona.
-Mówiłem ci kiedyś,że jesteś aniołem?-zapytał delikatnie odsuwając kosmyk włosów z jej czoła.








-Wiele razy-uśmiechnęła się nieziemsko w jego stronę.
-To z pewnością mogę powiedzieć to jeszcze raz-pocałował ją delikatnie-mógłbym tak cię całować cały czas,ale musimy pędzić do sklepu i ogarnąć dom,mamy dwie godziny-mruknął otwierając dziewczynie drzwi do samochodu.Ta szybko zajęła miejsce w aucie.Blondyn ruszył zostawiając za sobą SIP.

Ona-zwykła dziewczyna z prowincji dzięki niemu osiągnęła tak dużo.Czy mogłaby czuć się nieszczęśliwa?Nigdy.Blondyn sprawia,że każdego ranka dziewczyna wita dzień z ogromnym uśmiechem na twarzy,a kryzys jaki przeżyli miał być próba dla ich miłości.Dotknęła delikatnie jego dłoni która spoczywała na jej kolanie.Jechali wąską uliczką.Marco uznał,że tylko tak ominą korki.
-Nigdy nie sądziłam,że ktoś da mi tyle szczęścia co ty-mruknęła przekładając jego palce między swoimi.
-To samo ja mogę powiedzieć-mruknął nie spuszczając jednak oczu z drogi.Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem.Uwielbiała kiedy był taki czuły i delikatny,ale taki był tylko dla niej.
-Myślałam,że ta obrączka dużo zmieni w naszym życiu...
-Zmieniła dużo-tym razem poczuła wzrok blondyna na sobie-ale na lepsze,noszę ją z dumną.
-Ja też-przytaknęła jakby każde słowo Reusa było na wagę złota...
Po krótkich ale za to obfitych zakupach wrócili do domu.Dziewczyna od razu zabrała się za wypakowywanie rzeczy z toreb.Zachwycała się każdą sukienką którą kupiła dla małej blondynki.
-Czyż to nie jest śliczne?-zapytała widząc,że blondyn milczy.
-Takk...mała na pewno się ucieszy-zaśmiał się.Oboje byli szczęśliwi.
Rozbrzmiał dzwonek do drzwi.Marco udał się otworzyć,a dziewczyna szybko wstała od stołu czekając aż mała księżniczka zjawi się u progu kuchni...

-Marco na pewno to nie kłopot?Wiesz Sara to już nie takie dziecko,trzeba ją czymś zająć.
-Jedyny problem jak powstanie to problem z waszą szafą w domu Piszczu,Ana wykupiła połowę sklepu z ciuchami-zaśmiał się blondyn-wszystko jej się podobało-dobra leć już jutro widzimy się na treningu,a teraz baw się dobrze i wiesz co?Przyjedź po Sarę jutro rano,a wy w spokoju nacieszcie się sobą-Łukasz uściskał przyjaciela udając się do wyjścia,a Marco skierował się do kuchni gdzie Sara wraz z Aną przymierzały prezenty.
-Podoba się?-zapytał Reus przykucając przy tej maleńkiej istocie.
-Tak!-krzyknęła uradowana-wujku dlaćego ty nie masz dzieci?-zapytała.Na to pytanie on sam nie umiał odpowiedzieć....
____________________________
Powiem szczerze,tamten rozdział nie ma nic wspólnego z tym.No prawie :D.Chodziło mi o to żeby podreperować trochę wizerunek Ani względem dzieci :)
Jeśli chodzi Marco o obawy w zajmowaniu się dzieckiem-Marco nigdy nie miał aż takiego doświadczenia a tym bardziej z małymi dziewczynkami stąd jego obawy :)

Komentarze

  1. Awww.... nawet Piszczu się pojawił <3
    Może to jest właśnie klucz do rozwiązania problemu?
    Sara wyraźnie ich na nowo zjednoczyła, więc może powinni pomyśleć nad własnym dzieckiem? Gdyby zostali rodzicami, mogli by się skupić na rodzinie, a nie wyłącznie na własnych karierach.
    Widze światełko dla ich małżeństwa ;)

    Zapraszam przy okazji na przedostatni rozdział:
    http://definition-of-destiny.blogspot.com/2016/11/21-juz-raz-popeniem-ten-bad.html

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty